Księga gości

2006
styczeń
2005
listopad
wrzesień
maj
kwiecień
marzec
styczeń
2004
sierpień
maj
luty
styczeń
2003
grudzień
listopad
lipiec
marzec
luty
styczeń
2002
grudzień
listopad
październik


Komentarz do opowieści sennych

Skąd w ogóle te opowieści tutaj?

Dziś właśnie na Onecie rzucił mi się w oczy link do bloga zupełnie nieznanej mi Ilonki. Notka zatytułowana była: "Dlaczego kobiety szukają mężów?".

I przyszło mi do głowy, że powód może być całkiem prosty: kobiety szukają mężów, bo mają nadzieję, że to będzie Suzin. :)

Oby tylko w wyniku tych poszukiwań żadna nie wylądowała przed ołtarzem u boku Sąsiada. Bo Sąsiad to miły facet... ale Suzin niestety z niego żaden. :)

wpisane przez O., dnia 2006-01-05, o godzinie 16:33:30 - może wcale nie?

skomentuj (4)



Opowieść senna o wychodzeniu - druga

Pewnego dnia moja Koleżanka ze studiów przyszła na zajęcia mocno podekscytowana.

- Słuchaj! Nie masz pojęcia, jaki niesamowity sen miałam! Normalnie odjazd! Śniło mi się, że wyszłam za mąż!

Chyba nie uczyniło to na mnie odpowiedniego wrażenia, ale Koleżanka nie zrażona, kontynuowała z entuzjazmem:

- Wiesz, za mąż, niby nic takiego, ale słuchaj, jakiego cudownego miałam tego męża! Ideał, słowo daję! Przystojny niesamowicie, głos taki seksowny. Wysoki, postawny, do tego na poziomie, intelektualista. Ale nie jakiś mydłek, o nie! I nie gówniarz jakiś. Poważny, odpowiedzialny mężczyzna. Jeden z tych, przy których kobieta czuje się bezpiecznie, bo wie, że nic jej nie grozi. Wiesz - taki któremu można zaufać, na którym można polegać, wesprzeć się, który cię nigdy nie zawiedzie. Taki, którego wszystkie koleżanki potem zazdroszczą, mąż idealny po prostu!

Tu zrobiła pauzę w zachwytach - po czym zakończyła niespodziewanie:

- I zgadnij, kto to był, ten mój mąż?

Nie miałam pojęcia, kto to mógł być. Przejrzałam zasoby pamięci szukając czegoś przypominającego choćby opisany przez nią ideał, ale nie znalazłam. Koleżanka uśmiechnęła się zagadkowo, pomilczała chwilę, by napięcie jeszcze wzrosło, i zakończyła niespodziewanym komunikatem:

- Otóż wyobraź sobie, że to był Jan Suzin...

Aaaaaaaaaa!!! :D

Ale niech mi ktoś udowodni, że się nie zgadza...

wpisane przez O., dnia 2006-01-05, o godzinie 16:29:11 - może wcale nie?

skomentuj (0)



Opowieść senna o wychodzeniu - pierwsza

Śniło mi się kiedyś, że wychodzę za mąż.

Sytuacja była nieco niejasna: zaczęło się od tego, że z niewiadomych powodów stałam sobie w wejściu do kościoła. No - nie do końca z niewiadomych, bo biała suknia wiele wyjaśniała. Totalnie zaskoczona sytuacją spojrzałam w bok. Nie pamiętałam, żebym miała brać ślub, ale skoro już biorę, to rada bym wiedzieć, z kim. Po mojej lewej stronie stał elegancko odziany w garnitur - Kolega Sąsiad.

Sąsiad był przemiłym człowiekiem, w dodatku w wieku jak najbardziej odpowiednim. Tyle że - poczułam we śnie przytłaczającą świadomość - ja go wcale nie kocham. W ogóle nie odczuwam żadnych emocji na myśl o nim - co więcej, nie przypominam sobie, skąd się w tym kościele wzięłam.

Zerknęłam jeszcze raz na sąsiada, tym razem dyskretnie. No cóż. Ja go może nie kocham, ale z jakiegoś powodu przecież tu stoimy. Może to on, Sąsiad, jest we mnie zakochany do szaleństwa, i dlatego się łaskawie zgodziłam? Wtedy może faktycznie mielibyśmy jakieś szanse.

Niestety, twarz Sąsiada nie wyrażała dokładnie nic. Był wpatrzony w ołtarz, przy którym brała właśnie ślub jakaś inna para młoda. To dlatego właśnie staliśmy w wejściu czekając.

No dobrze - poszłam po rozum do głowy - muszę kogoś po prostu zapytać. Mama albo Przyjaciółka na pewno mi wyjaśnią, z jakiego powodu my tu z Sąsiadem stoimy. Kurcze, no - ktoś to przecież musi wiedzieć! Nie będę przecież wychodzić za mąż nie wiedząc dlaczego! To jakiś cholerny absurd!!!

Zaczęłam się więc gorączkowo rozglądać za swoimi krewnymi i znajomymi, by zapytać kogoś mądrego, dlaczego ja do cholery jasnej wychodzę za Sąsiada, który jest wprawdzie miłym facetem, ale nic a nic do niego nie czuję... Ceremonia ślubu tej drugiej pary właśnie się kończyła, za chwilę była nasza kolej, ktoś zasuwał mi suwak od sukienki z tyłu (ciekawe... przecież byłam ubrana) - a ja nie mogłam znaleźć nikogo, komu mogłabym zadać to pytanie!

Obudziłam się zlana potem - bez Sąsiada, uff!!! - i pobiegłam do Mamy zakomunikować jej co następuje:

- Mama, jak Boga kocham! Ja już więcej nie chcę wychodzić za mąż!

Mama oniemiała.

wpisane przez O., dnia 2006-01-05, o godzinie 16:13:50 - może wcale nie?

skomentuj (0)



Komentarz do opowieści o wierszach

A przypomniała mi się ona, bo chyba podobnie bywa z blogami.

wpisane przez O., dnia 2005-11-30, o godzinie 12:58:55 - może wcale nie?

skomentuj (1)



Opowieść o wierszach

Podsłuchana kiedyś, zapisała się na marginesie pamięci.

[...]
Jack: Hehe, to brzmi całkiem jak w moim wierszu.
Yash: O, ty też piszesz wiersze?
Jack: Jasne, a kto nie pisze?
Yash: A można je gdzieś znaleźć?
Jack: Owszem, na moim dysku c: :D Tam sobie siedzą bezpiecznie.
Yash: Oj, to uważaj na hakerów! ;) Ciekawa rzecz z tymi wierszami. Nie wiedziałam, że tak dużo osób pisze.
Jack: Hmm, ale nie wiem czy zauważyłaś, wiersze najlepiej się piszą, kiedy człowiek jest nieszczęśliwy. Tylko wtedy ładne wychodzą. Jeszcze nie czytałem dobrego wiersza o byciu szczęśliwym.
Yash: Myślisz, że szczęście grozi utratą talentu?
Jack: Hehe... sam nie wiem, co bym wolał. =:D
[...]


wpisane przez O., dnia 2005-11-30, o godzinie 12:56:32 - może wcale nie?

skomentuj (1)



Blogi nie znikają naprawdę

Myślę czasem, patrząc na blogi, których już nie ma, że one nie znikają wcale. Tylko przechodzą w inny - no właśnie, w inne co? W inny wymiar, albo może w inny stan istnienia?

wpisane przez O., dnia 2005-09-23, o godzinie 14:52:48 - może wcale nie?

skomentuj (2)



Opowieść bez o opowieści o romantyzmie i różnych takich

Chodzi za mną od dawna takie małe zadziwienie. Niby wiadomo, że pewne pojęcia są nie do końca zdefiniowane, że każdy nadaje im swoje własne znaczenie... ale jak bardzo mogą się różnić? Ot, na przykład tak:

Romantyk (albo romantyczka) nr 1: Twierdzi, że jest romantykiem. Wierzy w siłę uczuć. Ba, w zasadzie poza porywami romantycznymi nic się dla niego nie liczy. Gdy się zakocha, zakochuje się z kretesem, zabiera swoją wybraną osobę w podróże na krańce wyobraźni... A gdy się odkocha i zakocha w kimś innym - wszak uczucia są żywe, nie trwają przez wieczność w niezmienionej formie - wtedy cóż... Jest przecież romantykiem, właśnie się zakochał, więc wszystko co było niech spada - albo niech romantycznie usunie się w cień i romantycznie cierpi.

Romantyk (albo romantyczka) nr 2: Uważa, że jest romantykiem. Wierzy, że każdy element życia ma swoją romantyczną, duchową stronę. Gdy się zakocha, nie czyni wyznań przy świecach. Myśli w kategoriach "teraz i zawsze" - w owym "zawsze", raz lepszym, raz gorszym, mieszczą się romantyczne wzloty i przyziemna sraczka. I wyobrażenie, że nic bardziej romantycznego niż Filemon i Baucis, po śmierci wrośnięci w siebie jak dwa drzewa o jednym pniu.

No więc - co to jest ten romantyzm?

wpisane przez O., dnia 2005-05-09, o godzinie 10:33:01 - może wcale nie?

skomentuj (5)



Opowieść, którą i tak wszyscy znają...

... została w ciągu ostatnich dni opowiedziana wielokrotnie, a mieści w sobie wszystko od kremówek do encyklik.

Gdzieś tu mieszczą sie podziękowania za tych, których Bóg dał; modlitwy za tych, których zabrał do siebie; i za tych, którzy pozostali. I nasza cichutka nadzieja "że nasz ukochany papież jest w oknie Domu Pana, patrzy na nas i nam błogosławi"

Więc tylko chwila milczenia i zadumy nad rzeczami, które są smutne i radosne zarazem, i które tak naprawdę nie do końca dają się ująć słowami.


* * * * * * * * * * * * * * * * * * * *

Amen. Alleluja.


wpisane przez O., dnia 2005-04-12, o godzinie 12:23:23 - może wcale nie?

skomentuj (0)



Zamiast opowieści luźna uwaga

(Nie mylić proszę luźnych uwag z luźnymi kupami, które znosił pan Wołodyjowski.)

W porywie nieuzasadnionego (?) optymizmu uważam, że życie jest piękne. Jeśli ktoś tego akurat nie czuje, to proszę, niech spróbuje uwierzyć. Jeśli czuje, to dobrze :)

Żadnych polemik ani kontr-luźnych uwag nie przyjmuje się.

wpisane przez O., dnia 2005-03-24, o godzinie 09:25:08 - może wcale nie?

skomentuj (2)



Zamiast opowieści wigilijnej i noworocznej...

... takie życzenia na rok 2005 dla Wszystkich (i dla siebie też) - w zasadzie już to było w jakiejś notce, ale jakoś zawsze aktualne...

Boże, daj mi pogodę ducha
bym zaakceptował to,
czego nie moge zmienić;
odwagę by zmieniać to,
co jestem w stanie zmienić
i mądrość - by odróżnić jedno od drugiego.


wpisane przez O., dnia 2005-01-03, o godzinie 16:15:31 - może wcale nie?

skomentuj (3)


O. zaglada czasem tu:
Się uśmiecha
Zagrypion
Taki jeden Potwór
BiBi
Thea (i Garfield)
Taki jeden Gad
Kolorynka
Lady Ann

Zabloguj się
klikając tu ;)

{smscontact}